Browsing Category

Przygody

Długie milczenie i zwrot w życiu

Zaliczyłam kolejny niezwykle długi przestój w pisaniu na blogu :). Ostatni post opublikowałam 24 maja, czyli 4 miesiące temu! Ale ile rzeczy się wydarzyło w tym czasie w moim życiu nie sposób opisać w jednym poście.

Zwolniłam się (już drugi raz :D) z pracy, która mimo, że dawała duże zarobki i swobodę nie możliwą do osiągnięcia nigdzie indziej, najzwyczajniej w świecie nie dawała mi satysfakcji. Spędzanie 6-8 godzin dziennie przed komputerem i monotonia zajęć mocno dawały mi się w kość i ciężko mi było zaakceptować taki stan rzeczy.

Co prawda dzięki pracy w 100% zdalnej wypracowałam sobie pewne zwyczaje, które sprawiały, że było mi trochę łatwiej funkcjonować na stanowisku, które w ogóle do mnie nie pasuje. Jednak ciągota mojego serca do czegoś bardziej spełniającego i mniej monotonnego była nie do powstrzymania.

Tak więc zrobiłam to. Zwolniłam się po raz drugi z tej samej firmy i tym razem nie wylądowałam w korpo betonie jak poprzednim razem. 12 czerwca założyłam własną firmę. 21 lipca skończył mi się okres wypowiedzenia w 10Clouds. Czy wiedziałam, że chwyci? Nie wiedziałam. Byłam nastawiona na zarobki rzędu 1000-2000zł przez pierwsze długie miesiące. Na początku miałam wątpliwości czy kiedykolwiek będę mogła się znowu cieszyć swobodą finansową taką jak w 10Clouds. Ale uznałam, jak nie teraz to kiedy? Jak zdecydujemy się na dzieci już nie będę mogła podjąć tak odważnej decyzji. Ile jeszcze lat mogę tkwić w stanie „tymczasowego” zajęcia zawodowego czekając na dobrym moment na wystartowanie czegoś własnego?

Rzeczywistość okazała się dla mnie bardzo łaskawa i zarobki bardzo szybko okazały się wyższe niż w mojej starej pracy. W wakacje zarobiłam na to, by sobie komfortowo odpocząć trochę na jesieni i szykować się na kolejne uderzenie na święta. Czy się uda? Mam nadzieję. Taki jest właśnie urok pracy na własny rachunek, że nigdy tak do końca nie wiadomo ile się uda zarobić i co chwyci, a co nie :).

Pierwsze sensowne pieniądze zarobione na handlu, a nie na pracy najemnej były niezwykle wyzwalające. O ile wcześniej umiałam zarabiać tylko i wyłącznie sprzedając swój czas, teraz wiem, że dam radę zarabić też w inny sposób :). Nie zależny tak ściśle od ilości poświęconego czasu. Napiszę więcej o tym w osobnych postach.

Brak energii mimo sukcesów, niespodzianka i kolejny zwrot w życiu 🙂

W sierpniu mimo, że firma kwitła i przekroczyła moje oczekiwania kilkunastokrotnie, miałam bardzo mało energii. Dużo pomysłów, ale realizacja najmniejszych z nich okazywała się ogromnym wyzwaniem. Nie za bardzo rozumiałam skąd u mnie taka niemoc twórcza, ale wszystko się okazało 31 sierpnia.

Spodziewamy się z moim narzeczonym dzidziusia :). Cały wrzesień niestety przeleżałam, byłam ogromnie zmęczona i osłabiona. Jedyne co byłam w stanie robić to obsługiwać tzw. „bieżączkę” w firmie – pakować paczki, odpowiadać na maile i telefony, realizować zwroty i wymiany i ogarniać kwestie księgowe. A to też z dużym wysiłkiem.

Dopóki nie zaszłam w ciążę, nie miałam pojęcia jak ogromnym wysiłkiem dla organizmu kobiety są pierwsze miesiące ciąży. Z zewnątrz jeszcze nic nie widać, ale w środku każdego dnia z niczego powstaje malutki człowieczek, jego mózg, nerki, mięśnie :). Moje samopoczucie w tym okresie moża porównać do samopoczucia podczas grypy – ciągłe zmęczenie, osłabienie, problemy z koncentracją. Tylko zamiast kaszlu i kataru, mdłości i wymioty :). Ale teraz jakoś powoli nabieram na nowo sił, mdłości prawie całkiem ustąpiły. Mam nadzieję, że ten przypływ sił zostanie mi już na stałe i dam radę przygotować coś ekstra na okres świąteczny w mojej firmie i pisać chociaż raz na miesiąc na blogu. Teraz jeszcze mamy na głowie organizację ekspresowego ślubu i mini przyjęcia weselnego, więc zajęć jes tyle, że ho ho :).

Jak wyglądało nasze życie na Malcie?

Ostatnio pisałam o tym jak wyglądała nasza przeprowadzka na Maltę. Dzisiaj kontynuuję temat naszej maltańskiej przygody i napiszę trochę więcej o tym gdzie mieszkaliśmy i jak wyglądało nasze życie codzienne.

Zdecydowaliśmy się zamieszkać w okolicach St. Paul’s Bay, a dokładnie w Bugibbie. Jest to dość turystyczna, choć niewielka miejscowość na północy Malty. Poza sezonem liczy ok. 7 tyś mieszkańców, a w sezonie z 4-5 razy więcej.

Miejscowość w której mieszkaliśmy – St. Paul’s Bay, „dzielnica” Bugibba

My przyjechaliśmy w końcówce sezonu, więc mieliśmy jeszcze okazję zaznać zarówno niemiłosiernych upałów ponad 30*C i turystycznego klimatu naszej miejscowości jak i spokojnego i „wyludnionego” charakteru naszej miejscowości.

Bugibba to trochę taki tygiel narodowościowy, mieszka tam bardzo dużo imigrantów i mieszają się różne narodowości. Oczywiście najwięcej, poza Maltańczykami, jest Brytyjczyków i Włochów. Poza tym Węgrzy, Serbowie, Polacy, Chińczycy, sporo czarnoskórych, trochę arabów i nie mam pojęcia kto jeszcze.

Dla Brytyjczyków Malta to tani, słoneczny raj na spędzenie emerytury. Wszyscy mówią po angielsku, jest z 30-40% taniej niż w dużych miastach UK. Nic tylko się przeprowadzić i balować za hajs z brytyjskiej emerytury :). Z tego względu wszędzie jest mnóstwo brytyjskich pubów w których od rana do wieczora przesiadują emerytowani Brytole sącząc Guinessa.

Szukamy mieszkania

Od maja do września ceny wynajmu są znacznie wyższe. Oczywiście Maltańczycy chcą swoje zarobić na turystach, którzy w sezonie wynajmują kwatery. Mimo końcówki sezonu udało nam się wynająć duże, jasne i przewiewne mieszkanie za 450 euro + opłaty. Mieszkanie było co prawda za duże jak dla nas (3 pokoje i dwie łazienki), ale jako, że było w cenie 2x mniejszego, do tego w niezłym stanie, wynajęliśmy je i zostaliśmy w nim już do końca naszego pobytu.

Malta przeprowadzka wakacje
Rozpakowujemy rzeczy w naszej nowej sypialni

Te dodatkowe pokoje nam pasowały. Mogliśmy w nich zakwaterować u siebie znajomych i rodzinę kiedy nas odwiedzali :). Na początku mieliśmy też plany, by podnajmować te pokoje przez airbnb. W końcu zarzuciliśmy ten pomysł. Częściowo przez zapis w umowie zakazujący podnajmu (to akurat standard), częściowo przez dużą ilość pracy. To jest jedna z nielicznych rzeczy, których żałuję. Mogliśmy spróbować chociaż raz na próbę, a gdyby nam się spodobało na pewno byśmy mogli się dogadać z właścicielami. Nie dość, że byśmy trochę sobie dorobili to jeszcze poznali masę ciekawych osób. No ale trudno, może  jeszcze kiedyś zrealizujemy ten pomysł :)!

Co robiliśmy na Malcie?

W ciągu dnia oczywiście pracowaliśmy zdalnie. Na początku dość często robiliśmy sobie w ciągu dnia siestę i tak jak wszyscy szliśmy nad morze trochę popływać i się poopalać. Siesta na Malcie to rzecz święta i od około 12 do 14 (a czasem nawet do 16!) znalezienie otwartej restauracji czy sklepu graniczy z cudem. Za to sklepikarzy można spotkać nad morzem pływających i opalających się w najlepsze :).

Na początku było to dla nas denerwujące, bo właśnie w tym czasie chcieliśmy sobie wyjść do restauracji i zjeść obiad, a tu wszystko pozamykane. Możecie mi wierzyć, przemierzanie na głodniaka wyludnionego miasta w 30*C upale nie należy do najprzyjemniejszych czynności ;). W końcu jednak się poddaliśmy rytmowi Maltańczyków i przyzwyczailiśmy się, że do restauracji wychodzi się bardziej pod wieczór.

Po jakimś czasie uznaliśmy, że taka długa przerwa w ciągu dnia rozbija nam dzień (potem trudno było z powrotem się skupić na pracy i smutno było kończyć późnym wieczorem), więc wychodziliśmy zaznać trochę słonka dopiero po pracy. Było to też dodatkowym motywatorem by wcześniej zacząć i szybko się uwinąć z zadaniami, bo słonko i morze czekają! 🙂

Malta wyjazd Bugibba St Paul's Bay
Plaża przy szkole w St. Paul’s Bay, jedyny piaszczysty skrawek plaży w naszej okolicy ;). Często tu przychodziliśmy

Wieczorami z początku często przesiadywaliśmy w pobliskim barze Mutley’s. Dawali dobre drinki i obsługiwał tam wyjątkowo serdeczny kelner :). Jednak najfajniejszym barem w St. Paul’s Bay jest Harmony Kiosk. Niestety mieliśmy tam dość daleko (z 40min na piechotę) i jest czynny tylko w sezonie, więc byliśmy tam tylko RAZ. Jeśli będziecie w sezonie na Malcie w St. Paul’s Bay, koniecznie tam wpadnijcie.

Niesamowity klimat w kiosko-barze Harmony

Klimat miejscówki tworzą lampki LED, którymi właściciele owinęli drzewka, tworząc baaardzo nastrojowe oświetlenie. Do tego przyjemna muzyka na żywo, naprawdę niezwykle relaksujące miejsce.

Sporo też spacerowaliśmy, zwłaszcza wieczorami. Stosunkowo niedaleko (z 30 min na piechotę) mieliśmy duży park im. Kennedy’iego. Wracaliśmy okrężną drogą nad morzem napawając się widokami.

Malta Bugibba Kenndy Park
Trakt prowadzący do parku przez niezagospodarowane zielone tereny 🙂 Bardzo sympatyczne miejsce

 

Qawra Malta spacery wakacje wyjazd
Wracamy do domu z parku 🙂 tutaj akurat Qawra (dzielnica St. Paul’s Bay)

Uroki pracy zdalnej

Często robiłam tak, że pół dnia pracowałam z domu, a drugie pół z kawiarni. Niestety moje miejsce do pracy było bardzo niewygodne – pracowałam w kuchni siedząc na zwykłym stołowym krześle, co niestety bardzo mocno się odbiło na moim kręgosłupie.

Skoro siedziało mi się niewygodnie w domu, nie miałam większych wymagań co do miejsca do pracy w kawiarnii. Najczęściej chodziłam do pobliskiego Time Out, gdzie mieli dobrą kawę, a czasem się wybierałam trochę dalej nad wodę do miejscówek z pięknym widokiem. Niestety im ładniejsze miejsce tym droższa i mniej smaczna kawa, dlatego zwykle jednak zostawałam w „Time Out” w którym widok był przeciętny, za to kawa tania i dobra. Nikt się też tam nie dziwił, że siedzę kilka godzin z komputerem, natomiast w tych bardziej „plażowych” barach budziło to trochę większe zdziwienie :).

 

Co najmilej wspominam z Malty?

Odwiedziny rodziny i znajomych

Zdecydowanie najfajniejszy był czas, kiedy odwiedzała nas rodzina i znajomi. Sami raczej nie zwiedzaliśmy za dużo poza naszą najbliższą okolicą, wychodząc z założenia, że pozwiedzamy razem z osobami, które nas odwiedzą. Podczas tych odwiedzin najbardziej wypoczęliśmy, wynajmowaliśmy zwykle sobie auto i zjeździliśmy całą wyspę wzdłuż i wszerz.

Zachody słońca

Bardzo miło też wspominam niemal codzienne oglądanie zachodów słońca nad morzem i przesiadywanie w małym porcie rybackim w naszej miejscowości oraz wygrzewanie się na słońcu. Zachody słońca na Malcie są niesamowite. Każdy mnie zachwycał i każdego dnia wyglądał trochę inaczej. Jedna z nielicznych rzeczy, których mi brakuje tutaj w Warszawie :).

Malta St. Paul's Bay zachód słońca wyjazd wakacje
Żadne zrobione przez nas zdjęcia nie odzwierciedlają w pełni jak pięknie wyglądały te zachody słońca na żywo 🙂

Cappuccino

Kto mnie zna, wie, że nie za bardzo jestem miłośniczką kawy. O wiele częściej i chętniej pijam herbatę niż kawę. Jednak na Malcie piłam cappuccino codziennie, ponieważ było pyszne. Oczywiście tak jak wspomniałam zdarzały się miejsca, gdzie było słabe (zwykle te najbardziej turystyczne), jednak w znakomitej większości miejsc było świetne i tanie. Przeciętna cena za sporą filiżankę cappucino to 1-1.20 euro w St. Paul’s Bay.

Na dzisiaj już starczy wspomnień. W kolejnym wpisie z serii „Wspomnienia z Malty” napiszę o tym co nas zaskoczyło na tej słonecznej wysepce. Zarówno pozytywnie i negatywnie. Niewykluczone jednak, że najpierw pojawi się wpis o naszym czterodniowym wypadzie do Krakowa, na którym właśnie jesteśmy. Zobaczę jeszcze :).

A jak Ty spędzasz ten pierwszy, wiosenny weekend? 🙂 Napisz mi, jestem ciekawa :). 

Malta – spełnienie marzenia o mieszkaniu za granicą

We wrześniu 2015 roku przeprowadziliśmy się z moim chłopakiem, Cezarym, na słoneczną Maltę (a niecały rok później wróciliśmy do Polski, ale o tym napiszę później). Pragnienie przeprowadzenia się za granicę, najchętniej do cieplejszego klimatu towarzyszyło mi od liceum. Możliwość pracy zdalnej (oboje z Cezarym pracujemy jako programiści) oraz totalne znużenie polską jesienią i zimą sprawiło, że zdecydowaliśmy – wyprowadzamy się!

Dlaczego akurat Malta?

Najpierw było pragnienie przeprowadzki, spróbowania życia w innym kraju, dopiero później decyzja jaki to będzie kraj. Maltę wybraliśmy zdroworozsądkowo :). Przemówiły do nas:

  • urzędowy język angielski
  • relatywna bliskość do Polski (2,5h lotu, ta sama strefa czasowa)
  • 300 słonecznych dni w roku

Brzmiało to bardzo kusząco, nie pozostało nic innego jak wybrać się tam na krótkie wakacje by sprawdzić czy nam się tam podoba oraz czy chcemy tam żyć.

Malta wakacje wyjazd
Pierwszy kontakt z Maltą podczas majówkowego pobytu 🙂 Godzina 8 rano, pusta plaża i śniadanie w barku nad zatoką

Pierwszy raz razem polecieliśmy na Maltę na majówkę 2014 :). Zatrzymaliśmy się w malowniczej miejscowości Mellieha i cudownie spędziliśmy tam czas, więc decyzja o przeprowadzce zapadła ostatecznie :).

Malta wczasy krajobraz
Malta wiosną 🙂 wszystko kwitnie

Przeprowadzka

Wyprowadzając się na Maltę, myśleliśmy że wyprowadzamy się na zawsze, albo na bardzo długi czas, więc pozbyliśmy się masy rzeczy. Praktycznie wszystko czego nie chcieliśmy lub nie mogliśmy zabrać (a zabieraliśmy ze sobą po jednym bagażu rejestrowanym Wizzair do 32kg) lądowało na OLX i ogłoszeniach o sprzedaży na facebooku.

To akurat był bardzo fajny krok, bo mieliśmy masę zbędnych rzeczy, których nie używaliśmy. Kiedy wróciliśmy do Polski co prawda okazało się, że niektórych rzeczy mogliśmy się nie pozbywać tylko zostawić na przechowanie w domu mojej mamy, ale były to pojedyncze przypadki, których teraz już nawet nie pamiętam.

Widok całego swojego „życia” zamkniętego w jednej wielkiej walizie 32kg robi wrażenie i budzi mieszanie uczucia. Z jednej strony ciekawość i ekscytacja w oczekiwaniu przed nieznanym, z drugiej strony smutek i nostalgia, że się opuszcza miejsce, do którego człowiek się przyzwyczaił.

Wieczór przed odlotem spędziliśmy na ważeniu toreb i decydowaniu co bierzemy, a co zostawiamy żeby się zmieścić w limicie wagi. Oczywiście okazało się, że mimo pozbycia się większości rzeczy nie mieścimy się w tych 32 kg na osobę i trzeba dokonać ciężkich wyborów. Poszliśmy spać nie będąc do końca pewnymi czy mieścimy się w limicie wagi, bo ważyliśmy te wielkie torby na zwykłej wadze łazienkowej :D.

Nigdy nie zapomnę miny kierowcy taksówki, gdy wytoczyliśmy się z bloku o 4 nad ranem, zaspani, z wielkimi torbami mogącymi pomieścić człowieka. Ledwo udało się je zmieścić w zdezelowanym sedanie, który po nas podjechał (zamawiamy tylko najtańsze taxi, więc klasa tych aut jest jaka jest). Jakoś się udało, jedna w bagażniku druga na tylnych siedzeniach a ja gdzieś tam obok między szybą a walizką. Kierowca patrzy na nas podejrzliwie 🙂

„Gdzie lecicie?”
„Na Maltę”
„A na długo?”
„Na pół roku”
„Na prawdę na pół roku? A ja już myślałem, że kobieta się spakowała na dwutygodniowe wczasy

Ludzie na lotnisku w kolejce do odprawy też patrzyli na nas dziwnie kiedy przemierzaliśmy lotnisko z naszym życiowym dorobkiem zamkniętym w dwóch ponadwymiarowych walizach. Mnie moja walizka wykolejała na zakrętach i ledwo dawałam radę ją ciągnąć.

Później przy samej odprawie okazało się, że moja walizka odrobinę przekracza wagę 32kg i na oczach całej kolejki musiałam otworzyć swoje skarby i przełożyć do bagażu podręcznego kilka książek do nauki chińskiego, których oczywiście nie mogłam zostawić w Polsce (o nauce chińskiego też na pewno coś napiszę) :D.

Malta st. pauls bay bugibba wakacje
Pierwszy dzień po przylocie we wrześniu 🙂 pogoda nie dopisuje, ale zwiedzamy okolicę

Kwestia bagażu podręcznego podczas tego lotu to kolejny przypał-nie-przypał, bo teoretycznie Wizzair pozwala mieć przy sobie tylko jeden bezpłatny bagaż podręczny o ściśle określonych wymiarach. Ja miałam oczywiście wypchany do granic możliwości przepisowy bagaż podręczny, wielką wypchaną na maksa torebkę damską dorównującą niemal rozmiarem temu bagażowi podręcznemu i nerkę z dokumentami, portfelem i telefonem. Ważyło to zresztą strasznie dużo (myślę, że 20kg minimum jak nie 25-30), bo w bagażu podręcznym wylądowały wszystkie ciężkie rzeczy, żeby bagaż rejestrowany zmieścił się w limicie wagi.

Myślę, że od niewygodnych pytań i dopłacania za ten dodatkowy bagaż podręczny uchroniło nas tylko to, że byliśmy spóźnieni przez szukanie miejsca gdzie można nadać gabaryty (tak, kazali nam nadać walizkę Czarka w okienku do wielkich gabarytów). Wywoływali nas już przez interkom, więc w pośpiechu tylko sprawdzili bilety i nie przyglądali się czy wielkości naszych bagaży podręcznych są regulaminowe czy nie. Uff 🙂

Malta morze wakacje

Tak wyglądał nasz najbardziej nietypowy lot w życiu :). Na lotnisku na Malcie już o wiele mniej ludzi dziwiły nasze wielkie torby i przyjechaliśmy szczęśliwie do mieszkania tymczasowego, które zresztą wynajmował nam pracujący na Malcie Polak :).

Na dzisiaj już chyba wystarczy opowieści :). Nie chcę Cię zanudzić postem-tasiemcem. W kolejnych postach z pewnością napiszę o tym jakie są ceny na Malcie, jak wyglądało nasze życie codzienne, co mi się podobało, a co mnie zawiodło no i oczywiście dlaczego wróciliśmy :).

Gdzie Ty byś chciał/chciała się przeprowadzić? Jakie miejsca na ziemi są dla Ciebie najbardziej kuszące? A może już mieszkasz w wymarzonym miejscu? Napisz mi w komentarzu, chętnie się dowiem :).