Browsing Category

Malta

5 zaskakujących faktów o Malcie

Pisałam już o tym jak wyglądała nasza wyprowadzka na Maltę i jak wyglądało nasze życie na Malcie. Dzisiaj napiszę o kilku ciekawostkach na temat Malty :).

1. Malta to ultra katolicki kraj

Często mówimy i myślimy o Polsce jako o skansenie katolicyzmu w postępowej Europie. Ale Malta nas na tym polu przebija. Na Malcie, której powierzchnię można przyrównać do powierzchni Wrocławia mieści się 360 kościołów. Dla porównania we Wrocławiu znajdziemy „tylko” około 80 kościołów. Warto przy tym pamiętać, że mimo podobnej powierzchni, duże połacie Malty to wsie i pola, a nie zabudowa miejska jak we Wrocławiu, więc realne zagęszczenie tych kościołów jest jeszcze większe.

Zatem na Malcie kościoły są dosłownie co krok. Co więcej – są pełne wiernych. Ale to jeszcze nie czyni z Maltańczyków ultrakatolickiego narodu, zgodzę się. Co powiesz na to, że ludzie w domach mają powystawiane w oknach mini ołtarzyki, bardzo często też jakieś figurki matki boskiej przed domem. Większość domów i budynków na Malcie ma swoją nazwę własną na tabliczce zamiast numerku (nie wiem jakim cudem listonosze to ogarniają). Nie przesadzę jeśli powiem, że w 90% przypadków są to imiona świętych. Oczywiście mówię tutaj bardziej o mniejszych miejscowościach, a nie o stolycy.

Na Malcie też odbywa się cała masa świąt związanych z katolickimi świętymi. Każdy z 360 kościołów ma swojego patrona i przypisany dzień w roku kiedy odbywa się festyn na jego cześć. Można więc powiedzieć, że impreza trwa cały rok :D.

2. Hobby Maltańczyków – myślistwo

Być może to nie pasuje wam do obrazu Malty jako idyllicznej wysepki na morzu śródziemnym, ale faktycznie Maltańczycy mają kręćka na punkcie strzelectwa i myślistwa. Kiedy tylko rozpoczyna się sezon można spotkać hobbystów strzelających do ptaków, a w parkach i na terenach zielonych leżą ogromne ilości łusek po nabojach wiatrówki.

Dodatkowo za narodową potrawę Maltańczyków uważa się królika, co również dopełnia obrazu jak silne są tradycje łowiecko-myśliwskie na Malcie.

Mimo tego Malta plasuje się raczej nisko w rankingach ilości broni posiadanej na mieszkańca. Według wikipedi zaledwie co 10 mieszkaniec Malty posiada taką broń, co jest wynikiem bardzo mizernym np. w porównaniu do Szwajcarii (co drugi mieszkaniec) czy Finlandii (trochę więcej niż co trzeci mieszkaniec). Najwyraźniej na Malcie dominują jednak wiatrówki, których raczej nie bierze się pod uwagę w takich zestawieniach.

3. Śmieci na ulicach i karaluchy

Na Malcie dominują wąskie uliczki z chodnikami dostosowanymi jedynie do poruszania się gęsiego. Ledwo jest miejsce by się minąć, nie mówiąc o wystawianiu jakichś koszy na śmieci. Odpadów z domu pozbywa się w inny sposób.

Rano wystawia się worek ze śmieciami na ulicę i ok 9 rano ulicą przejeżdża powolutku śmieciarka i Panowie śmieciarze biegają i zbierają wystawione worki i wrzucają je do toczącej się śmieciarki.

W praktyce wygląda to tak, że część ludzi wystawia worki już wieczorem i te śmieci przez całą noc w upale stoją. Panowie śmieciarze śpieszą się by zebrać wszystkie worki i nadążyć za śmieciarą, więc zdarza się, że śmieci rozsypują się po chodniku i nikt, poza karaluchami, już później tego nie sprząta.

Śmieci na Malcie zakaz
„Nie śmiecić” głosi tabliczka…

Być może w Valettcie i okolicznych dużych miastach są pracownicy, którzy sprzątają ulice, bo tam nie widziałam aż tak bardzo porozrzucanych śmieci. W mniejszych miejscowościach jak Bugibba nie ma pracowników porządkowych innych niż śmieciarze i jak śmieci się rozsypią to leżą. W upale.

Z tego powodu niestety na Malcie (w mniejszych miejscowościach na pewno, w większych nie wiem) są karaluchy. Zwłaszcza latem, przez wspomniane wyżej śmieci na ulicach wielkie karaczany chodzą i posilają się tym co wystawili na ulicę ludzie. Jest to bardzo obrzydliwe, być może po części dlatego Maltańczycy bardzo dbają o czystość mieszkań.

Ja się nauczyłam na Malcie, że nie ma takiej możliwości, by nie zmyć od razu naczyń po ich użyciu, zostawić okruszki na stole itd. Nie trzeba było mi wiele, wystarczyło, że raz zawitał do nas wielki karaluch ;). Zdjęć karaluchów Maltańskich nie mamy, ale uwierzcie mi, że są tak wielkie, że bałam się, że mi zabierze klapka gdy próbowałam go utłuc. Bleh.

5. Godziny otwarcia poczt i banków

Często narzekamy na godziny otwarcia poczt i urzędów w Polsce. Uwierz mi, Malta przebija to po całości. Ostatniego dnia pobytu na Malcie miałam wysłać dziewczynie jeden przedmiot, który ode mnie kupiła przez facebooka. Popracowałam trochę, minęło południe, myślę OK, trzeba to w końcu wysłać, czas na przerwę. Wchodzę sobie na stronę poczty a tutaj poczta otwarta do 12:45! Ups. No to biegnę! Uff, zdążyłam. Ledwo. Pan już zamykał, trochę przed czasem. Nie był zbyt zadowolony, że jeszcze ja mu się przypałętałam :). Później się okazało, że przesyłka została zgubiona oczywiście, no ale to inny temat. Udało się ją na szczęście odnaleźć.

Zatem na Malcie normalne jest, że poczta jest otwarta do 12:45. W stolicy – uwaga, szaleństwo – do 15:45. Z tego co patrzyłam w naszej miejscowości banki i urzędy otwarte są podobnie. Jak następnym razem będziesz narzekać, że musisz wziąć wolne w pracy żeby coś załatwić, pamiętaj, może być gorzej :). Przynajmniej na pocztę możesz się wybrać PO pracy.

6. Brak piaszczystych plaż

Widoki na Malcie są naprawdę piękne, zwłaszcza na wyspie Gozo, jednak jest jeden mały minus. Piaszczyste plaże praktycznie nie istnieją. No dobra przesadziłam, są na Malcie 3, może 4, spore, piaszczyste plaże, zbliżone do tego co my mamy nad naszym pięknym Bałtykiem. Coś za coś, u nas są piękne plaże i zimno, u nich gorąc i kamieniste wybrzeża.

No ale skupmy się na tych 3-4 piaszczystych plażach. W zasadzie nie będę ich opisywać tylko odsyłam do strony, gdzie każda z nich jest dokładnie opisana.

Pięęękna plaża w Għajn Tuffieħa

W naszej okolicy jedyną piaszczystą plażą był skrawek piasku przy szkole. W sezonie potrafiło się tam stłoczyć całkiem sporo osób, ale mimo wszystko jest to raczej zaciszne miejsce, znane jedynie mieszkańcom, więc nie było takiej tragedii jak w Golden Bay w sezonie, gdzie jest ciaśniej niż w Sopocie :). Mimo wszystko miło wspominam ten niewielki kawałek piaszczystego brzegu. Poza tym mieliśmy sporą żwirkową plażę 10 minut od mieszkania.

Co śmieszne, poza sezonem, ta plaża została „zwinięta”. W październiku przyjechały koparki, usypały żwirek na kupki i przykryły plandekami. Koniec z plażowaniem. Na „rozłożenie” plaży z powrotem czekaliśmy aż do kwietnia lub maja, nie pamiętam… Prawdopodobnie był to zabieg chroniący żwirek przed wypłukaniem i wywianiem podczas zimowej… „słoty”.

Żwirkowa plaża obok hotelu Dolmen, 10 min spacerkiem od naszego mieszkania

6. Najbardziej w życiu wymarzłam na Malcie

Teraz to pojechałam, co? Ale taka jest prawda. Zima na Malcie była naprawdę nieprzyjemna. Nie dlatego, że było jakoś bardzo zimno na zewnątrz – co to, to nie. Temperatura spadała maks do 8 stopni na plusie w nocy. Problem leży gdzie indziej. Zima na Malcie jest lekka i krótka. Powiedzmy, trzy miesiące i po krzyku. Z tego względu budynki są nieogrzewane, bo po co. Zatem w mieszkaniach jest naprawdę, cholernie zimno. Tak samo zimno jak i na zewnątrz, albo i zimniej. Wyobraźcie sobie wysiedzieć na dworze cały dzień przy 11-12 stopniach. Zimno!

Oczywiście część ludzi się dogrzewa farelkami, piecykami. W naszym mieszkaniu niestety nie było żadnego piecyka, zastanawialiśmy się czy nie kupić, ale oszczędność przeważyła i jakoś przecierpieliśmy. Zresztą znajomy nas zniechęcił do piecyków gazowych – bo zapach wydzielają nieprzyjemny. I do elektrycznych – bo pioruńsko drogo wychodzi (prąd na Malcie jest droższy niż w Polsce).

Więc naprawdę, nigdzie nie wymarzłam tak jak w zimę na Malcie i pracowałam nie raz w kurtce, szaliku i jeszcze owinięta kocem ;).

Nieprzyjemne odczucia potęgowała jeszcze zimna woda w kranie. Ze względu na dość wysokie ceny prądu, na Malcie powszechną zasadą jest, że wodę się podgrzewa tylko wtedy kiedy jest potrzebna. Chcesz się wykąpać? Włączasz sobie grzanie wody i za 30-60 min masz cieplutką. Więc rano niestety wstawało się z ciepłego łóżeczka do lodowatego pokoju i myło zęby w lodowatej wodzie :D.

Znasz więcej ciekawostek o Malcie? A może coś Cię zaskoczyło mocno w innym kraju? Napisz mi koniecznie w komentarzu 🙂

Jak wyglądało nasze życie na Malcie?

Ostatnio pisałam o tym jak wyglądała nasza przeprowadzka na Maltę. Dzisiaj kontynuuję temat naszej maltańskiej przygody i napiszę trochę więcej o tym gdzie mieszkaliśmy i jak wyglądało nasze życie codzienne.

Zdecydowaliśmy się zamieszkać w okolicach St. Paul’s Bay, a dokładnie w Bugibbie. Jest to dość turystyczna, choć niewielka miejscowość na północy Malty. Poza sezonem liczy ok. 7 tyś mieszkańców, a w sezonie z 4-5 razy więcej.

Miejscowość w której mieszkaliśmy – St. Paul’s Bay, „dzielnica” Bugibba

My przyjechaliśmy w końcówce sezonu, więc mieliśmy jeszcze okazję zaznać zarówno niemiłosiernych upałów ponad 30*C i turystycznego klimatu naszej miejscowości jak i spokojnego i „wyludnionego” charakteru naszej miejscowości.

Bugibba to trochę taki tygiel narodowościowy, mieszka tam bardzo dużo imigrantów i mieszają się różne narodowości. Oczywiście najwięcej, poza Maltańczykami, jest Brytyjczyków i Włochów. Poza tym Węgrzy, Serbowie, Polacy, Chińczycy, sporo czarnoskórych, trochę arabów i nie mam pojęcia kto jeszcze.

Dla Brytyjczyków Malta to tani, słoneczny raj na spędzenie emerytury. Wszyscy mówią po angielsku, jest z 30-40% taniej niż w dużych miastach UK. Nic tylko się przeprowadzić i balować za hajs z brytyjskiej emerytury :). Z tego względu wszędzie jest mnóstwo brytyjskich pubów w których od rana do wieczora przesiadują emerytowani Brytole sącząc Guinessa.

Szukamy mieszkania

Od maja do września ceny wynajmu są znacznie wyższe. Oczywiście Maltańczycy chcą swoje zarobić na turystach, którzy w sezonie wynajmują kwatery. Mimo końcówki sezonu udało nam się wynająć duże, jasne i przewiewne mieszkanie za 450 euro + opłaty. Mieszkanie było co prawda za duże jak dla nas (3 pokoje i dwie łazienki), ale jako, że było w cenie 2x mniejszego, do tego w niezłym stanie, wynajęliśmy je i zostaliśmy w nim już do końca naszego pobytu.

Malta przeprowadzka wakacje
Rozpakowujemy rzeczy w naszej nowej sypialni

Te dodatkowe pokoje nam pasowały. Mogliśmy w nich zakwaterować u siebie znajomych i rodzinę kiedy nas odwiedzali :). Na początku mieliśmy też plany, by podnajmować te pokoje przez airbnb. W końcu zarzuciliśmy ten pomysł. Częściowo przez zapis w umowie zakazujący podnajmu (to akurat standard), częściowo przez dużą ilość pracy. To jest jedna z nielicznych rzeczy, których żałuję. Mogliśmy spróbować chociaż raz na próbę, a gdyby nam się spodobało na pewno byśmy mogli się dogadać z właścicielami. Nie dość, że byśmy trochę sobie dorobili to jeszcze poznali masę ciekawych osób. No ale trudno, może  jeszcze kiedyś zrealizujemy ten pomysł :)!

Co robiliśmy na Malcie?

W ciągu dnia oczywiście pracowaliśmy zdalnie. Na początku dość często robiliśmy sobie w ciągu dnia siestę i tak jak wszyscy szliśmy nad morze trochę popływać i się poopalać. Siesta na Malcie to rzecz święta i od około 12 do 14 (a czasem nawet do 16!) znalezienie otwartej restauracji czy sklepu graniczy z cudem. Za to sklepikarzy można spotkać nad morzem pływających i opalających się w najlepsze :).

Na początku było to dla nas denerwujące, bo właśnie w tym czasie chcieliśmy sobie wyjść do restauracji i zjeść obiad, a tu wszystko pozamykane. Możecie mi wierzyć, przemierzanie na głodniaka wyludnionego miasta w 30*C upale nie należy do najprzyjemniejszych czynności ;). W końcu jednak się poddaliśmy rytmowi Maltańczyków i przyzwyczailiśmy się, że do restauracji wychodzi się bardziej pod wieczór.

Po jakimś czasie uznaliśmy, że taka długa przerwa w ciągu dnia rozbija nam dzień (potem trudno było z powrotem się skupić na pracy i smutno było kończyć późnym wieczorem), więc wychodziliśmy zaznać trochę słonka dopiero po pracy. Było to też dodatkowym motywatorem by wcześniej zacząć i szybko się uwinąć z zadaniami, bo słonko i morze czekają! 🙂

Malta wyjazd Bugibba St Paul's Bay
Plaża przy szkole w St. Paul’s Bay, jedyny piaszczysty skrawek plaży w naszej okolicy ;). Często tu przychodziliśmy

Wieczorami z początku często przesiadywaliśmy w pobliskim barze Mutley’s. Dawali dobre drinki i obsługiwał tam wyjątkowo serdeczny kelner :). Jednak najfajniejszym barem w St. Paul’s Bay jest Harmony Kiosk. Niestety mieliśmy tam dość daleko (z 40min na piechotę) i jest czynny tylko w sezonie, więc byliśmy tam tylko RAZ. Jeśli będziecie w sezonie na Malcie w St. Paul’s Bay, koniecznie tam wpadnijcie.

Niesamowity klimat w kiosko-barze Harmony

Klimat miejscówki tworzą lampki LED, którymi właściciele owinęli drzewka, tworząc baaardzo nastrojowe oświetlenie. Do tego przyjemna muzyka na żywo, naprawdę niezwykle relaksujące miejsce.

Sporo też spacerowaliśmy, zwłaszcza wieczorami. Stosunkowo niedaleko (z 30 min na piechotę) mieliśmy duży park im. Kennedy’iego. Wracaliśmy okrężną drogą nad morzem napawając się widokami.

Malta Bugibba Kenndy Park
Trakt prowadzący do parku przez niezagospodarowane zielone tereny 🙂 Bardzo sympatyczne miejsce

 

Qawra Malta spacery wakacje wyjazd
Wracamy do domu z parku 🙂 tutaj akurat Qawra (dzielnica St. Paul’s Bay)

Uroki pracy zdalnej

Często robiłam tak, że pół dnia pracowałam z domu, a drugie pół z kawiarni. Niestety moje miejsce do pracy było bardzo niewygodne – pracowałam w kuchni siedząc na zwykłym stołowym krześle, co niestety bardzo mocno się odbiło na moim kręgosłupie.

Skoro siedziało mi się niewygodnie w domu, nie miałam większych wymagań co do miejsca do pracy w kawiarnii. Najczęściej chodziłam do pobliskiego Time Out, gdzie mieli dobrą kawę, a czasem się wybierałam trochę dalej nad wodę do miejscówek z pięknym widokiem. Niestety im ładniejsze miejsce tym droższa i mniej smaczna kawa, dlatego zwykle jednak zostawałam w „Time Out” w którym widok był przeciętny, za to kawa tania i dobra. Nikt się też tam nie dziwił, że siedzę kilka godzin z komputerem, natomiast w tych bardziej „plażowych” barach budziło to trochę większe zdziwienie :).

 

Co najmilej wspominam z Malty?

Odwiedziny rodziny i znajomych

Zdecydowanie najfajniejszy był czas, kiedy odwiedzała nas rodzina i znajomi. Sami raczej nie zwiedzaliśmy za dużo poza naszą najbliższą okolicą, wychodząc z założenia, że pozwiedzamy razem z osobami, które nas odwiedzą. Podczas tych odwiedzin najbardziej wypoczęliśmy, wynajmowaliśmy zwykle sobie auto i zjeździliśmy całą wyspę wzdłuż i wszerz.

Zachody słońca

Bardzo miło też wspominam niemal codzienne oglądanie zachodów słońca nad morzem i przesiadywanie w małym porcie rybackim w naszej miejscowości oraz wygrzewanie się na słońcu. Zachody słońca na Malcie są niesamowite. Każdy mnie zachwycał i każdego dnia wyglądał trochę inaczej. Jedna z nielicznych rzeczy, których mi brakuje tutaj w Warszawie :).

Malta St. Paul's Bay zachód słońca wyjazd wakacje
Żadne zrobione przez nas zdjęcia nie odzwierciedlają w pełni jak pięknie wyglądały te zachody słońca na żywo 🙂

Cappuccino

Kto mnie zna, wie, że nie za bardzo jestem miłośniczką kawy. O wiele częściej i chętniej pijam herbatę niż kawę. Jednak na Malcie piłam cappuccino codziennie, ponieważ było pyszne. Oczywiście tak jak wspomniałam zdarzały się miejsca, gdzie było słabe (zwykle te najbardziej turystyczne), jednak w znakomitej większości miejsc było świetne i tanie. Przeciętna cena za sporą filiżankę cappucino to 1-1.20 euro w St. Paul’s Bay.

Na dzisiaj już starczy wspomnień. W kolejnym wpisie z serii „Wspomnienia z Malty” napiszę o tym co nas zaskoczyło na tej słonecznej wysepce. Zarówno pozytywnie i negatywnie. Niewykluczone jednak, że najpierw pojawi się wpis o naszym czterodniowym wypadzie do Krakowa, na którym właśnie jesteśmy. Zobaczę jeszcze :).

A jak Ty spędzasz ten pierwszy, wiosenny weekend? 🙂 Napisz mi, jestem ciekawa :). 

Malta – spełnienie marzenia o mieszkaniu za granicą

We wrześniu 2015 roku przeprowadziliśmy się z moim chłopakiem, Cezarym, na słoneczną Maltę (a niecały rok później wróciliśmy do Polski, ale o tym napiszę później). Pragnienie przeprowadzenia się za granicę, najchętniej do cieplejszego klimatu towarzyszyło mi od liceum. Możliwość pracy zdalnej (oboje z Cezarym pracujemy jako programiści) oraz totalne znużenie polską jesienią i zimą sprawiło, że zdecydowaliśmy – wyprowadzamy się!

Dlaczego akurat Malta?

Najpierw było pragnienie przeprowadzki, spróbowania życia w innym kraju, dopiero później decyzja jaki to będzie kraj. Maltę wybraliśmy zdroworozsądkowo :). Przemówiły do nas:

  • urzędowy język angielski
  • relatywna bliskość do Polski (2,5h lotu, ta sama strefa czasowa)
  • 300 słonecznych dni w roku

Brzmiało to bardzo kusząco, nie pozostało nic innego jak wybrać się tam na krótkie wakacje by sprawdzić czy nam się tam podoba oraz czy chcemy tam żyć.

Malta wakacje wyjazd
Pierwszy kontakt z Maltą podczas majówkowego pobytu 🙂 Godzina 8 rano, pusta plaża i śniadanie w barku nad zatoką

Pierwszy raz razem polecieliśmy na Maltę na majówkę 2014 :). Zatrzymaliśmy się w malowniczej miejscowości Mellieha i cudownie spędziliśmy tam czas, więc decyzja o przeprowadzce zapadła ostatecznie :).

Malta wczasy krajobraz
Malta wiosną 🙂 wszystko kwitnie

Przeprowadzka

Wyprowadzając się na Maltę, myśleliśmy że wyprowadzamy się na zawsze, albo na bardzo długi czas, więc pozbyliśmy się masy rzeczy. Praktycznie wszystko czego nie chcieliśmy lub nie mogliśmy zabrać (a zabieraliśmy ze sobą po jednym bagażu rejestrowanym Wizzair do 32kg) lądowało na OLX i ogłoszeniach o sprzedaży na facebooku.

To akurat był bardzo fajny krok, bo mieliśmy masę zbędnych rzeczy, których nie używaliśmy. Kiedy wróciliśmy do Polski co prawda okazało się, że niektórych rzeczy mogliśmy się nie pozbywać tylko zostawić na przechowanie w domu mojej mamy, ale były to pojedyncze przypadki, których teraz już nawet nie pamiętam.

Widok całego swojego „życia” zamkniętego w jednej wielkiej walizie 32kg robi wrażenie i budzi mieszanie uczucia. Z jednej strony ciekawość i ekscytacja w oczekiwaniu przed nieznanym, z drugiej strony smutek i nostalgia, że się opuszcza miejsce, do którego człowiek się przyzwyczaił.

Wieczór przed odlotem spędziliśmy na ważeniu toreb i decydowaniu co bierzemy, a co zostawiamy żeby się zmieścić w limicie wagi. Oczywiście okazało się, że mimo pozbycia się większości rzeczy nie mieścimy się w tych 32 kg na osobę i trzeba dokonać ciężkich wyborów. Poszliśmy spać nie będąc do końca pewnymi czy mieścimy się w limicie wagi, bo ważyliśmy te wielkie torby na zwykłej wadze łazienkowej :D.

Nigdy nie zapomnę miny kierowcy taksówki, gdy wytoczyliśmy się z bloku o 4 nad ranem, zaspani, z wielkimi torbami mogącymi pomieścić człowieka. Ledwo udało się je zmieścić w zdezelowanym sedanie, który po nas podjechał (zamawiamy tylko najtańsze taxi, więc klasa tych aut jest jaka jest). Jakoś się udało, jedna w bagażniku druga na tylnych siedzeniach a ja gdzieś tam obok między szybą a walizką. Kierowca patrzy na nas podejrzliwie 🙂

„Gdzie lecicie?”
„Na Maltę”
„A na długo?”
„Na pół roku”
„Na prawdę na pół roku? A ja już myślałem, że kobieta się spakowała na dwutygodniowe wczasy

Ludzie na lotnisku w kolejce do odprawy też patrzyli na nas dziwnie kiedy przemierzaliśmy lotnisko z naszym życiowym dorobkiem zamkniętym w dwóch ponadwymiarowych walizach. Mnie moja walizka wykolejała na zakrętach i ledwo dawałam radę ją ciągnąć.

Później przy samej odprawie okazało się, że moja walizka odrobinę przekracza wagę 32kg i na oczach całej kolejki musiałam otworzyć swoje skarby i przełożyć do bagażu podręcznego kilka książek do nauki chińskiego, których oczywiście nie mogłam zostawić w Polsce (o nauce chińskiego też na pewno coś napiszę) :D.

Malta st. pauls bay bugibba wakacje
Pierwszy dzień po przylocie we wrześniu 🙂 pogoda nie dopisuje, ale zwiedzamy okolicę

Kwestia bagażu podręcznego podczas tego lotu to kolejny przypał-nie-przypał, bo teoretycznie Wizzair pozwala mieć przy sobie tylko jeden bezpłatny bagaż podręczny o ściśle określonych wymiarach. Ja miałam oczywiście wypchany do granic możliwości przepisowy bagaż podręczny, wielką wypchaną na maksa torebkę damską dorównującą niemal rozmiarem temu bagażowi podręcznemu i nerkę z dokumentami, portfelem i telefonem. Ważyło to zresztą strasznie dużo (myślę, że 20kg minimum jak nie 25-30), bo w bagażu podręcznym wylądowały wszystkie ciężkie rzeczy, żeby bagaż rejestrowany zmieścił się w limicie wagi.

Myślę, że od niewygodnych pytań i dopłacania za ten dodatkowy bagaż podręczny uchroniło nas tylko to, że byliśmy spóźnieni przez szukanie miejsca gdzie można nadać gabaryty (tak, kazali nam nadać walizkę Czarka w okienku do wielkich gabarytów). Wywoływali nas już przez interkom, więc w pośpiechu tylko sprawdzili bilety i nie przyglądali się czy wielkości naszych bagaży podręcznych są regulaminowe czy nie. Uff 🙂

Malta morze wakacje

Tak wyglądał nasz najbardziej nietypowy lot w życiu :). Na lotnisku na Malcie już o wiele mniej ludzi dziwiły nasze wielkie torby i przyjechaliśmy szczęśliwie do mieszkania tymczasowego, które zresztą wynajmował nam pracujący na Malcie Polak :).

Na dzisiaj już chyba wystarczy opowieści :). Nie chcę Cię zanudzić postem-tasiemcem. W kolejnych postach z pewnością napiszę o tym jakie są ceny na Malcie, jak wyglądało nasze życie codzienne, co mi się podobało, a co mnie zawiodło no i oczywiście dlaczego wróciliśmy :).

Gdzie Ty byś chciał/chciała się przeprowadzić? Jakie miejsca na ziemi są dla Ciebie najbardziej kuszące? A może już mieszkasz w wymarzonym miejscu? Napisz mi w komentarzu, chętnie się dowiem :).