Browsing Category

Podróże

5 zaskakujących faktów o Malcie

Pisałam już o tym jak wyglądała nasza wyprowadzka na Maltę i jak wyglądało nasze życie na Malcie. Dzisiaj napiszę o kilku ciekawostkach na temat Malty :).

1. Malta to ultra katolicki kraj

Często mówimy i myślimy o Polsce jako o skansenie katolicyzmu w postępowej Europie. Ale Malta nas na tym polu przebija. Na Malcie, której powierzchnię można przyrównać do powierzchni Wrocławia mieści się 360 kościołów. Dla porównania we Wrocławiu znajdziemy „tylko” około 80 kościołów. Warto przy tym pamiętać, że mimo podobnej powierzchni, duże połacie Malty to wsie i pola, a nie zabudowa miejska jak we Wrocławiu, więc realne zagęszczenie tych kościołów jest jeszcze większe.

Zatem na Malcie kościoły są dosłownie co krok. Co więcej – są pełne wiernych. Ale to jeszcze nie czyni z Maltańczyków ultrakatolickiego narodu, zgodzę się. Co powiesz na to, że ludzie w domach mają powystawiane w oknach mini ołtarzyki, bardzo często też jakieś figurki matki boskiej przed domem. Większość domów i budynków na Malcie ma swoją nazwę własną na tabliczce zamiast numerku (nie wiem jakim cudem listonosze to ogarniają). Nie przesadzę jeśli powiem, że w 90% przypadków są to imiona świętych. Oczywiście mówię tutaj bardziej o mniejszych miejscowościach, a nie o stolycy.

Na Malcie też odbywa się cała masa świąt związanych z katolickimi świętymi. Każdy z 360 kościołów ma swojego patrona i przypisany dzień w roku kiedy odbywa się festyn na jego cześć. Można więc powiedzieć, że impreza trwa cały rok :D.

2. Hobby Maltańczyków – myślistwo

Być może to nie pasuje wam do obrazu Malty jako idyllicznej wysepki na morzu śródziemnym, ale faktycznie Maltańczycy mają kręćka na punkcie strzelectwa i myślistwa. Kiedy tylko rozpoczyna się sezon można spotkać hobbystów strzelających do ptaków, a w parkach i na terenach zielonych leżą ogromne ilości łusek po nabojach wiatrówki.

Dodatkowo za narodową potrawę Maltańczyków uważa się królika, co również dopełnia obrazu jak silne są tradycje łowiecko-myśliwskie na Malcie.

Mimo tego Malta plasuje się raczej nisko w rankingach ilości broni posiadanej na mieszkańca. Według wikipedi zaledwie co 10 mieszkaniec Malty posiada taką broń, co jest wynikiem bardzo mizernym np. w porównaniu do Szwajcarii (co drugi mieszkaniec) czy Finlandii (trochę więcej niż co trzeci mieszkaniec). Najwyraźniej na Malcie dominują jednak wiatrówki, których raczej nie bierze się pod uwagę w takich zestawieniach.

3. Śmieci na ulicach i karaluchy

Na Malcie dominują wąskie uliczki z chodnikami dostosowanymi jedynie do poruszania się gęsiego. Ledwo jest miejsce by się minąć, nie mówiąc o wystawianiu jakichś koszy na śmieci. Odpadów z domu pozbywa się w inny sposób.

Rano wystawia się worek ze śmieciami na ulicę i ok 9 rano ulicą przejeżdża powolutku śmieciarka i Panowie śmieciarze biegają i zbierają wystawione worki i wrzucają je do toczącej się śmieciarki.

W praktyce wygląda to tak, że część ludzi wystawia worki już wieczorem i te śmieci przez całą noc w upale stoją. Panowie śmieciarze śpieszą się by zebrać wszystkie worki i nadążyć za śmieciarą, więc zdarza się, że śmieci rozsypują się po chodniku i nikt, poza karaluchami, już później tego nie sprząta.

Śmieci na Malcie zakaz
„Nie śmiecić” głosi tabliczka…

Być może w Valettcie i okolicznych dużych miastach są pracownicy, którzy sprzątają ulice, bo tam nie widziałam aż tak bardzo porozrzucanych śmieci. W mniejszych miejscowościach jak Bugibba nie ma pracowników porządkowych innych niż śmieciarze i jak śmieci się rozsypią to leżą. W upale.

Z tego powodu niestety na Malcie (w mniejszych miejscowościach na pewno, w większych nie wiem) są karaluchy. Zwłaszcza latem, przez wspomniane wyżej śmieci na ulicach wielkie karaczany chodzą i posilają się tym co wystawili na ulicę ludzie. Jest to bardzo obrzydliwe, być może po części dlatego Maltańczycy bardzo dbają o czystość mieszkań.

Ja się nauczyłam na Malcie, że nie ma takiej możliwości, by nie zmyć od razu naczyń po ich użyciu, zostawić okruszki na stole itd. Nie trzeba było mi wiele, wystarczyło, że raz zawitał do nas wielki karaluch ;). Zdjęć karaluchów Maltańskich nie mamy, ale uwierzcie mi, że są tak wielkie, że bałam się, że mi zabierze klapka gdy próbowałam go utłuc. Bleh.

5. Godziny otwarcia poczt i banków

Często narzekamy na godziny otwarcia poczt i urzędów w Polsce. Uwierz mi, Malta przebija to po całości. Ostatniego dnia pobytu na Malcie miałam wysłać dziewczynie jeden przedmiot, który ode mnie kupiła przez facebooka. Popracowałam trochę, minęło południe, myślę OK, trzeba to w końcu wysłać, czas na przerwę. Wchodzę sobie na stronę poczty a tutaj poczta otwarta do 12:45! Ups. No to biegnę! Uff, zdążyłam. Ledwo. Pan już zamykał, trochę przed czasem. Nie był zbyt zadowolony, że jeszcze ja mu się przypałętałam :). Później się okazało, że przesyłka została zgubiona oczywiście, no ale to inny temat. Udało się ją na szczęście odnaleźć.

Zatem na Malcie normalne jest, że poczta jest otwarta do 12:45. W stolicy – uwaga, szaleństwo – do 15:45. Z tego co patrzyłam w naszej miejscowości banki i urzędy otwarte są podobnie. Jak następnym razem będziesz narzekać, że musisz wziąć wolne w pracy żeby coś załatwić, pamiętaj, może być gorzej :). Przynajmniej na pocztę możesz się wybrać PO pracy.

6. Brak piaszczystych plaż

Widoki na Malcie są naprawdę piękne, zwłaszcza na wyspie Gozo, jednak jest jeden mały minus. Piaszczyste plaże praktycznie nie istnieją. No dobra przesadziłam, są na Malcie 3, może 4, spore, piaszczyste plaże, zbliżone do tego co my mamy nad naszym pięknym Bałtykiem. Coś za coś, u nas są piękne plaże i zimno, u nich gorąc i kamieniste wybrzeża.

No ale skupmy się na tych 3-4 piaszczystych plażach. W zasadzie nie będę ich opisywać tylko odsyłam do strony, gdzie każda z nich jest dokładnie opisana.

Pięęękna plaża w Għajn Tuffieħa

W naszej okolicy jedyną piaszczystą plażą był skrawek piasku przy szkole. W sezonie potrafiło się tam stłoczyć całkiem sporo osób, ale mimo wszystko jest to raczej zaciszne miejsce, znane jedynie mieszkańcom, więc nie było takiej tragedii jak w Golden Bay w sezonie, gdzie jest ciaśniej niż w Sopocie :). Mimo wszystko miło wspominam ten niewielki kawałek piaszczystego brzegu. Poza tym mieliśmy sporą żwirkową plażę 10 minut od mieszkania.

Co śmieszne, poza sezonem, ta plaża została „zwinięta”. W październiku przyjechały koparki, usypały żwirek na kupki i przykryły plandekami. Koniec z plażowaniem. Na „rozłożenie” plaży z powrotem czekaliśmy aż do kwietnia lub maja, nie pamiętam… Prawdopodobnie był to zabieg chroniący żwirek przed wypłukaniem i wywianiem podczas zimowej… „słoty”.

Żwirkowa plaża obok hotelu Dolmen, 10 min spacerkiem od naszego mieszkania

6. Najbardziej w życiu wymarzłam na Malcie

Teraz to pojechałam, co? Ale taka jest prawda. Zima na Malcie była naprawdę nieprzyjemna. Nie dlatego, że było jakoś bardzo zimno na zewnątrz – co to, to nie. Temperatura spadała maks do 8 stopni na plusie w nocy. Problem leży gdzie indziej. Zima na Malcie jest lekka i krótka. Powiedzmy, trzy miesiące i po krzyku. Z tego względu budynki są nieogrzewane, bo po co. Zatem w mieszkaniach jest naprawdę, cholernie zimno. Tak samo zimno jak i na zewnątrz, albo i zimniej. Wyobraźcie sobie wysiedzieć na dworze cały dzień przy 11-12 stopniach. Zimno!

Oczywiście część ludzi się dogrzewa farelkami, piecykami. W naszym mieszkaniu niestety nie było żadnego piecyka, zastanawialiśmy się czy nie kupić, ale oszczędność przeważyła i jakoś przecierpieliśmy. Zresztą znajomy nas zniechęcił do piecyków gazowych – bo zapach wydzielają nieprzyjemny. I do elektrycznych – bo pioruńsko drogo wychodzi (prąd na Malcie jest droższy niż w Polsce).

Więc naprawdę, nigdzie nie wymarzłam tak jak w zimę na Malcie i pracowałam nie raz w kurtce, szaliku i jeszcze owinięta kocem ;).

Nieprzyjemne odczucia potęgowała jeszcze zimna woda w kranie. Ze względu na dość wysokie ceny prądu, na Malcie powszechną zasadą jest, że wodę się podgrzewa tylko wtedy kiedy jest potrzebna. Chcesz się wykąpać? Włączasz sobie grzanie wody i za 30-60 min masz cieplutką. Więc rano niestety wstawało się z ciepłego łóżeczka do lodowatego pokoju i myło zęby w lodowatej wodzie :D.

Znasz więcej ciekawostek o Malcie? A może coś Cię zaskoczyło mocno w innym kraju? Napisz mi koniecznie w komentarzu 🙂

Weekend w Krakowie i FxCuffs 2017

Dotychczas byłam w Krakowie na dłużej tylko raz – na wycieczce szkolnej w liceum. Na wycieczkach szkolnych byłam bardziej zainteresowana rozmowami z koleżankami niż zwiedzaniem, więc praktycznie nic nie zapamiętałam. Poza tym Kraków kojarzył mi się raczej ze wszystkim co najgorsze – korkami i smogiem. Przy okazji tegorocznej konferencji FxCuffs, która już 3 raz odbywa się w Krakowie, postanowiłam zweryfikować swoje wyobrażenia na temat tego miasta :).  

Dzień 1 – Krakow Macabre

Przyjechaliśmy do Krakowa pod wieczór i od razu wybraliśmy się na Free Walking Tour „Krakow Macabre” o 20. Z Free Walking Tour zetknęliśmy się pierwszy raz w Lizbonie i byliśmy bardzo zadowoleni. Są to krótkie (1-2 godzinne) wycieczki spacerowe po mieście prowadzone przez pasjonatów. Wycieczki nie mają ustalonej ceny, po zakończeniu wycieczki można zapłacić taką kwotę jaką się uważa. Warto nadmienić, że wycieczki są prowadzone po angielsku, są skierowane głównie do zagranicznych turystów, chociaż na tej na której my byliśmy było 40-50% Polaków :). 

Kraków Free Walking Tour Krakow Macabre

„Krakow Macabre” nie zawiodło nas i podobało nam się równie mocno co wycieczka po Lizbonie. Pozornie nieistotne elementy, które mijamy w mieście, nabierają znaczenia i ożywają dzięki opowiedzianym przy nich historiom. Na „Krakow Macabre” dowiedzieliśmy się między innymi:

  • Jak kat w średniowiecznym Krakowie znajdował sobie żonę i jakie niedogodności wiązały się z pełnieniem tego niechlubnego zajęcia
  • Skąd się wzięło określenie „gamratka” na prostytutkę i co to ma wspólnego z nazwiskiem biskupa krakowskiego Piotra Gamrata
  • Dlaczego w średniowiecznym Krakowie co sobotę w bramie kościoła stali przykuci ludzie?
  • Dlaczego w minionych wiekach młode, krakowskie kobiety sypiały w trumnach?
  • Gdzie mieszkało 3 krakowskich seryjnych morderców i jakie były motywy ich zbrodni?
  • Dlaczego po otworzeniu grobu Kazimierza Jagiellończyka członkowie ekspedycji zaczęli umierać jeden po drugim, w tajemniczych okolicznościach?

 

Niepozorne kajdany po obu stronach bramy kościelnej w średniowieczu miały swoje zastosowanie. To miejsce znajduje się na Rynku Głównym kawałek za Hard Rock Cafe – jakbyście szukali 🙂

Kajdany przy bramie kościelnej, niepozorny szczegół, który normalnie byśmy przeoczyli. Okazuje się, że jest z nimi związana całkiem ciekawa historia. W średniowieczu co sobotę byli tutaj przykuci kochankowie, których złapano na łamaniu 6 przykazania – w tamtych czasach bardzo poważne wykroczenie 😉 . Uciążliwość tej kary polega na tym, że kajdany, które były zakładane na szyję, są umieszczone na takiej wysokości, że nie da się ani stać, ani usiąść, ani klęczeć. Przez co trzeba spędzić wiele godzin w pozycji przykurczonej. Całe szczęście, że dzisiaj już się nie stosuje takich metod umoralniania społeczeństwa, czyż nie? 😉

Właśnie za to tak polubiłam Free Walking Tours. Odwiedzone miasto przestaje być takie jak wszystkie inne (kościół, zabytek, kościół, ryneczek), a staje się kolażem ciekawostek i opowiedzianych historii. Wspomnienia wzbogacone o opowiedziane historie są trwalsze i bardziej barwne :).

Jeśli chodzi o inne ciekawostki zastanawiałam się, czy je opisywać tutaj, czy może zostawić Ci przyjemność udania się na tą wycieczkę gdy będziesz w Krakowie i odkrycia odpowiedzi w trakcie spaceru :). Wybrałam to drugie, jednak zawsze możesz zapytać w komentarzu lub pogooglać temat :D. Jeśli znasz jakieś inne ciekawostki o Krakowie, napisz mi proszę.

Dzień 2 – wykłady na FxCuffs

Dzień spędzony praktycznie całkowicie na wykładach na konferencji FxCuffs 2017. Duża dawka inspiracji, sporo ciekawych wykładów. Poniżej parę słów moich refleksji na temat wykładów/prezentacji, które szczególnie mi się spodobały lub dały do myślenia.

„Najskuteczniejsza strategia inwestowania w nieruchomości” – Wojciech Orzechowski

Z Wojtkiem Orzechowskim zetknęłam się już wcześniej, ponieważ dość aktywnie reklamuje swoje warsztaty (WIWN) na facebooku wzbudzając dużo sceptycznych reakcji. Raz nawet byłam na jego webinarze, który organizuje cyklicznie w środy i wtorki. Jego prezentacja na FxCuffs opierała się na tej samej prezentacji, którą prezentował na webinarze, jednak miło było zobaczyć jego (oraz jego żonę i dzieci) na żywo.

O czym był wykład?

Orzechowski popularyzuje tzw. „flipy”. Jest to strategia inwestowania w nieruchomości, której esencję można wyrazić w haśle „kup tanio, wyremontuj, sprzedaj drogo”. Wojtek Orzechowski proponuje kupowanie dobrych (pod względem lokalizacji, rozkładu pomieszczeń, ilości światła dziennego, metrażu itd.) mieszkań, które są w bardzo słabym stanie, do generalnego remontu. Stosunkowo łatwo na takich mieszkaniach wynegocjować okazyjną cenę. Pracą, która jest do wykonania po naszej stronie, jest generalny remont i zrobienie z mieszkania przepięknie wykończonej perełki, za którą ludzie będą skłonni zapłacić sporo więcej niż koszty jakie ponieśliśmy. Faktem jest, że dobrze wykończonych mieszkań jest na rynku mało i dość szybko schodzą.

Moje odczucia i refleksje

Pułapki jakie ja tu widzę, to pułapka kosztów remontu – bez doświadczenia i nie mając namiarów na dobre sprawdzone ekipy remontowe, koszty remontu mogą łatwo pogalopować i wyzerować marżę, którą byśmy chcieli dołożyć do naszych kosztów zakupu mieszkania i kosztów remontu. Niedoświadczona osoba może też kupić mieszkanie, które nawet po generalnym remoncie może być ciężko sprzedać, lub mieszkanie którego remont będzie bardzo kosztowny. Orzechowski proponuje tutaj swoje warsztaty/doradztwo, ale ja raczej wolałabym iść swoją drogą, chociaż kto wie :).

Generalnie jestem sceptycznie nastawiona do obecnych cen nieruchomości i kusząco niskich stóp procentowych (nie będą niskie wiecznie, tak jak frank nie pozostał wiecznie tani), aczkolwiek gdybym miała minimalny kapitał by zacząć się bawić we flipy w Warszawie, czyli ok 55 000 zł i zdolność kredytową, myślę, że bym rozważała spróbowanie swoich sił w tym polu, jako że zysk przy tym podejściu jest realizowany w perspektywie krótkoterminowej (myślę, że maksymalnie około roku, wg zapewnień Wojtka dużo szybciej). Na razie zbieram oszczędności i czekam na znaczne przeceny na rynku nieruchomości, których się spodziewam w ciągu 5-7 lat w związku z pokoleniem niżu demograficznego, które niedługo wejdzie w wiek wczesnoprodukcyjny, obniżając popyt na mieszkania.

demografia Polska ilość dzieci wykres
Za parę lat znacznie się zmniejszy ilość osób w wieku wczesnoprodukcyjnym, a tacy najczęściej kupują w Polsce mieszkania.

Oczywiście jest szansa, że się nie doczekam tych obniżek na cenach nieruchomości, bo np. ludzie z zagranicy zaczną więcej u nas kupować, albo sama nie wiem co jeszcze, ale osobiście wątpię, by to mogło zrekompensować 20-30% mniej ludzi w wieku w którym się normalnie kupuje mieszkanie i zaczyna życie „na swoim”. Jest więcej powodów dla których na razie trzymam się jak najdalej od kredytu hipotecznego, ale może to opiszę w osobnym poście.

„Psychologia inwestowania – tajemnica najlepszych inwestorów!” – Wiktoria Jaros, Karol Susicki

Ten wykład dotyczył tematu bardzo mi bliskiego i interesującego, czyli psychologii. W tym wypadku psychologii inwestowania. Prowadzony przez bardzo fajną i energetyczną parkę 🙂

Maxie DISC opinie Wiktoria Jaros Karol Susicki
Wpływ naszej osobowości na decyzje jakie podejmujemy przy inwestowaniu

O czym był wykład?

Wykład był tak naprawdę wprowadzeniem i promocją testu osobowości MaxieDISC i rekomendacji w oparciu o wynik tego testu dot. najlepszych sposobów inwestowania. Ten test osobowości jest tak naprawdę uproszczeniem typologi charakterów zapoczątkowanej przez Junga i opracowanej w formie testu osobowości przez Myers i Briggs (MBTI). Nie zdziwiłabym się, gdyby to był tak naprawdę test osobowości MTBI, ale tego nie wiem, bo nie zrobiłam sobie tego testu u nich :).

W typologii osobowości Myers-Briggs mamy osiem biegunów osobowości – Introwersję (I), Ekstrawersję (E), Poznanie (S), Intuicję (N), Myślenie (T), Odczuwanie (F), Osądzanie (J) i Obserwację (P). Każdy z nas gdzieś się plasuje pomiędzy tymi biegunami tworząc swój niepowtarzalny charakter.

Swoją drogą, czytałam kiedyś bardzo fajną książkę w podobnym klimacie do tego co robi Wiktoria i Karol. „Rób to do czego jesteś stworzony” autorstwa Paul D. Tieger, Barbara Barron-Tieger. W książce ta para rekomenduje zawody w oparciu właśnie o typologię osobowości Myers-Briggs. Programowanie nie jest rekomendowane dla mojego typu czyli ENFP, ale to żadna nowość dla mnie :).

W metodologii Wiktorii i Karola mamy uproszczoną wersję składającą się z czterech biegunów – Percepcji, Intuicji, Myślenia i Emocji. Każdy z typów dostał swoją literkę odpowiadającą polskiemu imieniu.

Jaki typ jest najbliższy mojej skromnej osobie? Odpowiedź znajdziecie na zdjęciu poniżej.

MaxieDISC opinie typy osobowości inwestowanie

Moje odczucia i refleksje

Mimo tego, że uznałam za odrobinę drażniące i dezorientujące odejście od nazewnictwa Myers-Briggs, sam wykład uważam za bardzo inspirujący i wartościowy. W ogóle praca, którą wykonuje Wiktoria i Karol, byłaby prawdopodobnie idealna dla mnie. Ze względu na zainteresowanie psychologią i ogromny pociąg do działalności, za pomocą której można inspirować innych i im pomagać.

To co dla mnie jako osoby o typie ENFP (a według tego ich uproszczenia I), czyli typie intuicyjnym, opierającym się na emocjach i obserwacji było chyba najbardziej wartościowe, to informacja, że takie osoby, też mogą odnaleźć swoją osobistą drogę w inwestowaniu i wcale nie muszą się naginać i stawać na siłę zimne i kalkulujące.

Pierwszy raz refleksję na ten temat miałam słuchając rozmowy Michała Szafrańskiego z Julią Burzyńską-Kaczyńską. Historia determinacji i pracowitości Julii jest inspirująca sama w sobie, natomiast to co mnie w tej rozmowie uderzyło to, że Julia, osoba ewidentnie bardzo żywiołowa, emocjonalna i skora do działania, przyznała, że swoje decyzje inwestycyjne podejmuje w dużej mierze na podstawie intuicji. Dla Michała, osoby spokojnej i potrzebującej przeanalizować każdy detal było to dość szokujące. A dla mnie to był pierwszy raz kiedy zobaczyłam, że taki typ charakteru, to nie kula u nogi i takie osoby też odnoszą sukcesy i to też jest droga, którą można podążać :). Oczywiście akurat w programowaniu ten mój typ osobowości bardziej przeszkadza niż pomaga, ale też w związku z takim a nie innym zawodem, od tych 7 lat pracuję nad tym by być mniej „w gorącej wodzie kąpana” :).

„Globalny krach czy inflacyjne wyjście z długów” – Trader21

Temat znany i wałkowany przez Tradera21 wielokrotnie na jego blogu independenttrader.pl. Niemniej miło posłuchać jak mówi o tym na żywo. Dużo ciekawych informacji i prognoz podpartych wykresami. Trader21 był chyba jednym z pierwszych, którzy zaczęli wieszczyć kryzys i krach na giełdzie, obecnie już w zasadzie jednomyślnie każdy mówi, że ten krach będzie i obecna, rekordowo długa, hossa dobiega końca.

To co wyniosłam z wykładu Tradera, to jeszcze raz przypomnienie jak oceniać czy dane akcje są przewartościowane czy nie i jak szukać perełek (wskaźniki C/Z i C/WK), sugestie by przyjrzeć się przemysłowi wydobywczemu i petrochemicznemu, który zaczyna się wygrzebywać z ogromnego dołka, oraz surowcom.

Bardzo cenna ciekawostka, na temat metali strategicznych oraz metali ziem rzadkich. 80% produkcji tych pierwszych i 90% produkcji drugich ma miejsce w Chinach i już zdarzyło się, że ceny tych walorów poszybowały w górę z powodu wojny politycznej między Chinami, a Japonią. Podobne zdarzenia są możliwe, z powodu narastającego napięcia na linii USA-Chiny.

independent trader metale ziem rzadkich metale strategiczne

Dzień 3 – rowerem przez Kraków

Pierwszy interesujący nas wykład był dopiero o 13:15, więc rano wypożyczyłam sobie rower miejski Vawelo (ciągle mam trochę bekę z tej nazwy) i objechałam centrum Krakowa wzdłuż i wszerz. Naprawdę fantastyczne są bulwary wiślane, wcześniej myślałam, że Kraków jest takim „ciasnym” miastem, w którym nie ma gdzie odetchnąć i się zrelaksować, a tutaj proszę :).

bulwary wiślane wawel kraków
Widok na Wawel z Bulwarów jest naprawdę piękny mimo niedopisującej pogody

Myślę, że Kraków mógłby mi się naprawdę podobać, gdyby nie to, że większość kamienic jest zaniedbana. W ścisłym rynku oczywiście są poodnawiane i piękne, jednak wystarczy tylko odjechać trochę dalej od Rynku Głównego i jest coraz gorzej. Każda kamienica jest inna i każda ma w sobie jakiś urok, jest wiele perełek architektonicznych. Jednak nie przesadzę jeśli powiem, że 70-80% z nich jest nieodmalowane lub wręcz są tak czarne, jakby okopcone, że nie widać jaki był oryginalnie kolor tynku.

W dzielnicy na której wynajmowaliśmy mieszkanko zdarzały się raz na jakiś czas odnowione, odmalowane kamienice… ale tylko z frontu. Widoczny drugi bok przedstawiał już gołe, okopcone cegły. Nawet nie robiłam zdjęć takim okazom, wolałam się skupić na miejscach, które wyglądały ładnie. Zdaję sobie sprawę, że utrzymywanie ładnego, świeżego koloru tynku niesie za sobą duże koszty. Jednak po prostu słaby stan elewacji budynków w Krakowie sprawia, że to miasto nie jest tak piękne jak mogłoby być. Być może trochę lepiej wygląda to w słoneczny dzień, ale przy szarej, deszczowej pogodzie te wszystkie okopcone lub obdrapane tynki tylko potęgują smętne wrażenie. Miłośnicy Krakowa mogą mnie za te słowa znienawidzić, trudno :D.

Kraków
Raczej smętny widok Krakowskich ulic, gdy słońca brak

Tego dnia były trzy wykłady, które bardzo mi się podobały i uważam je za bardzo wartościowe.

„Małym druczkiem – czego jeszcze nie wie początkujący inwestor” – Tomasz Jaroszek

Wykład, a może raczej prezentacja. Trochę bardziej na luzie, ale bardzo trafnie. Sporo było o błędach poznawczych przy inwestowaniu, co mnie zainspirowało do napisania na blogu cyklu postów opisujących właśnie każdy z tych błędów poznawczych z osobna. Oczywiście w szerszej życiowej perspektywie, nie tylko z punktu widzenia inwestowania. Temat myślę, że bardzo ciekawy :). Jeśli Ciebie też ten temat interesuje daj mi znać w komentarzu, zmotywuje mnie to do szybszego wcielenia tego pomysłu w życie. 

„Najsilniejsze układy Price Action” – Kacper Gawroński

Bardzo treściwy wykład, same konkrety :). Dużo rzeczy do zastosowania i przetestowania w praktyce.

„Jak wykorzystać luki, by zwiększyć skuteczność wejść?” – Maciej Goliński

Kolejny treściwy wykład, podejście do inwestowania na podstawie analizy statystycznej godne naśladowania. Na pewno będę zgłębiać ten temat i spróbuję zastosować w praktyce to co przedstawił Maciej Goliński. Inwestowanie wyłącznie na luki cenowe raczej nie warte świeczki, ale jako zaczątek do swojej przygody lub dodatek, być może.

Dzień 4

Planowaliśmy jeszcze przed wyjazdem wpaść do Muzeum Podziemia Rynku, jednak uznaliśmy, że ze względu na ogromny obszar jaki zajmuje to muzeum i mnogość atrakcji nie ma co tego robić w pośpiechu przed wyjazdem. To będzie pierwsza rzecz, jaką zobaczymy w Krakowie, kiedy przyjedziemy tu następnym razem :).

elwirra Alicja Rakowska

To wszystko ze wspomnień i wrażeń z naszego weekendu w Krakowie. Jeśli dotrwałeś/aś do końca, wysyłam dużo uśmiechu. Z pewnością przyjedziemy na kolejne edycje tego wydarzenia, naprawdę solidna dawka wiedzy i inspiracji. Chętnie przeczytam w komentarzach jakie są Twoje odczucia i zapatrywania na tematy, które poruszyłam. A może, też byłeś/aś na FxCuffs? Podziel się ze mną swoimi wrażeniami :).

Jak wyglądało nasze życie na Malcie?

Ostatnio pisałam o tym jak wyglądała nasza przeprowadzka na Maltę. Dzisiaj kontynuuję temat naszej maltańskiej przygody i napiszę trochę więcej o tym gdzie mieszkaliśmy i jak wyglądało nasze życie codzienne.

Zdecydowaliśmy się zamieszkać w okolicach St. Paul’s Bay, a dokładnie w Bugibbie. Jest to dość turystyczna, choć niewielka miejscowość na północy Malty. Poza sezonem liczy ok. 7 tyś mieszkańców, a w sezonie z 4-5 razy więcej.

Miejscowość w której mieszkaliśmy – St. Paul’s Bay, „dzielnica” Bugibba

My przyjechaliśmy w końcówce sezonu, więc mieliśmy jeszcze okazję zaznać zarówno niemiłosiernych upałów ponad 30*C i turystycznego klimatu naszej miejscowości jak i spokojnego i „wyludnionego” charakteru naszej miejscowości.

Bugibba to trochę taki tygiel narodowościowy, mieszka tam bardzo dużo imigrantów i mieszają się różne narodowości. Oczywiście najwięcej, poza Maltańczykami, jest Brytyjczyków i Włochów. Poza tym Węgrzy, Serbowie, Polacy, Chińczycy, sporo czarnoskórych, trochę arabów i nie mam pojęcia kto jeszcze.

Dla Brytyjczyków Malta to tani, słoneczny raj na spędzenie emerytury. Wszyscy mówią po angielsku, jest z 30-40% taniej niż w dużych miastach UK. Nic tylko się przeprowadzić i balować za hajs z brytyjskiej emerytury :). Z tego względu wszędzie jest mnóstwo brytyjskich pubów w których od rana do wieczora przesiadują emerytowani Brytole sącząc Guinessa.

Szukamy mieszkania

Od maja do września ceny wynajmu są znacznie wyższe. Oczywiście Maltańczycy chcą swoje zarobić na turystach, którzy w sezonie wynajmują kwatery. Mimo końcówki sezonu udało nam się wynająć duże, jasne i przewiewne mieszkanie za 450 euro + opłaty. Mieszkanie było co prawda za duże jak dla nas (3 pokoje i dwie łazienki), ale jako, że było w cenie 2x mniejszego, do tego w niezłym stanie, wynajęliśmy je i zostaliśmy w nim już do końca naszego pobytu.

Malta przeprowadzka wakacje
Rozpakowujemy rzeczy w naszej nowej sypialni

Te dodatkowe pokoje nam pasowały. Mogliśmy w nich zakwaterować u siebie znajomych i rodzinę kiedy nas odwiedzali :). Na początku mieliśmy też plany, by podnajmować te pokoje przez airbnb. W końcu zarzuciliśmy ten pomysł. Częściowo przez zapis w umowie zakazujący podnajmu (to akurat standard), częściowo przez dużą ilość pracy. To jest jedna z nielicznych rzeczy, których żałuję. Mogliśmy spróbować chociaż raz na próbę, a gdyby nam się spodobało na pewno byśmy mogli się dogadać z właścicielami. Nie dość, że byśmy trochę sobie dorobili to jeszcze poznali masę ciekawych osób. No ale trudno, może  jeszcze kiedyś zrealizujemy ten pomysł :)!

Co robiliśmy na Malcie?

W ciągu dnia oczywiście pracowaliśmy zdalnie. Na początku dość często robiliśmy sobie w ciągu dnia siestę i tak jak wszyscy szliśmy nad morze trochę popływać i się poopalać. Siesta na Malcie to rzecz święta i od około 12 do 14 (a czasem nawet do 16!) znalezienie otwartej restauracji czy sklepu graniczy z cudem. Za to sklepikarzy można spotkać nad morzem pływających i opalających się w najlepsze :).

Na początku było to dla nas denerwujące, bo właśnie w tym czasie chcieliśmy sobie wyjść do restauracji i zjeść obiad, a tu wszystko pozamykane. Możecie mi wierzyć, przemierzanie na głodniaka wyludnionego miasta w 30*C upale nie należy do najprzyjemniejszych czynności ;). W końcu jednak się poddaliśmy rytmowi Maltańczyków i przyzwyczailiśmy się, że do restauracji wychodzi się bardziej pod wieczór.

Po jakimś czasie uznaliśmy, że taka długa przerwa w ciągu dnia rozbija nam dzień (potem trudno było z powrotem się skupić na pracy i smutno było kończyć późnym wieczorem), więc wychodziliśmy zaznać trochę słonka dopiero po pracy. Było to też dodatkowym motywatorem by wcześniej zacząć i szybko się uwinąć z zadaniami, bo słonko i morze czekają! 🙂

Malta wyjazd Bugibba St Paul's Bay
Plaża przy szkole w St. Paul’s Bay, jedyny piaszczysty skrawek plaży w naszej okolicy ;). Często tu przychodziliśmy

Wieczorami z początku często przesiadywaliśmy w pobliskim barze Mutley’s. Dawali dobre drinki i obsługiwał tam wyjątkowo serdeczny kelner :). Jednak najfajniejszym barem w St. Paul’s Bay jest Harmony Kiosk. Niestety mieliśmy tam dość daleko (z 40min na piechotę) i jest czynny tylko w sezonie, więc byliśmy tam tylko RAZ. Jeśli będziecie w sezonie na Malcie w St. Paul’s Bay, koniecznie tam wpadnijcie.

Niesamowity klimat w kiosko-barze Harmony

Klimat miejscówki tworzą lampki LED, którymi właściciele owinęli drzewka, tworząc baaardzo nastrojowe oświetlenie. Do tego przyjemna muzyka na żywo, naprawdę niezwykle relaksujące miejsce.

Sporo też spacerowaliśmy, zwłaszcza wieczorami. Stosunkowo niedaleko (z 30 min na piechotę) mieliśmy duży park im. Kennedy’iego. Wracaliśmy okrężną drogą nad morzem napawając się widokami.

Malta Bugibba Kenndy Park
Trakt prowadzący do parku przez niezagospodarowane zielone tereny 🙂 Bardzo sympatyczne miejsce

 

Qawra Malta spacery wakacje wyjazd
Wracamy do domu z parku 🙂 tutaj akurat Qawra (dzielnica St. Paul’s Bay)

Uroki pracy zdalnej

Często robiłam tak, że pół dnia pracowałam z domu, a drugie pół z kawiarni. Niestety moje miejsce do pracy było bardzo niewygodne – pracowałam w kuchni siedząc na zwykłym stołowym krześle, co niestety bardzo mocno się odbiło na moim kręgosłupie.

Skoro siedziało mi się niewygodnie w domu, nie miałam większych wymagań co do miejsca do pracy w kawiarnii. Najczęściej chodziłam do pobliskiego Time Out, gdzie mieli dobrą kawę, a czasem się wybierałam trochę dalej nad wodę do miejscówek z pięknym widokiem. Niestety im ładniejsze miejsce tym droższa i mniej smaczna kawa, dlatego zwykle jednak zostawałam w „Time Out” w którym widok był przeciętny, za to kawa tania i dobra. Nikt się też tam nie dziwił, że siedzę kilka godzin z komputerem, natomiast w tych bardziej „plażowych” barach budziło to trochę większe zdziwienie :).

 

Co najmilej wspominam z Malty?

Odwiedziny rodziny i znajomych

Zdecydowanie najfajniejszy był czas, kiedy odwiedzała nas rodzina i znajomi. Sami raczej nie zwiedzaliśmy za dużo poza naszą najbliższą okolicą, wychodząc z założenia, że pozwiedzamy razem z osobami, które nas odwiedzą. Podczas tych odwiedzin najbardziej wypoczęliśmy, wynajmowaliśmy zwykle sobie auto i zjeździliśmy całą wyspę wzdłuż i wszerz.

Zachody słońca

Bardzo miło też wspominam niemal codzienne oglądanie zachodów słońca nad morzem i przesiadywanie w małym porcie rybackim w naszej miejscowości oraz wygrzewanie się na słońcu. Zachody słońca na Malcie są niesamowite. Każdy mnie zachwycał i każdego dnia wyglądał trochę inaczej. Jedna z nielicznych rzeczy, których mi brakuje tutaj w Warszawie :).

Malta St. Paul's Bay zachód słońca wyjazd wakacje
Żadne zrobione przez nas zdjęcia nie odzwierciedlają w pełni jak pięknie wyglądały te zachody słońca na żywo 🙂

Cappuccino

Kto mnie zna, wie, że nie za bardzo jestem miłośniczką kawy. O wiele częściej i chętniej pijam herbatę niż kawę. Jednak na Malcie piłam cappuccino codziennie, ponieważ było pyszne. Oczywiście tak jak wspomniałam zdarzały się miejsca, gdzie było słabe (zwykle te najbardziej turystyczne), jednak w znakomitej większości miejsc było świetne i tanie. Przeciętna cena za sporą filiżankę cappucino to 1-1.20 euro w St. Paul’s Bay.

Na dzisiaj już starczy wspomnień. W kolejnym wpisie z serii „Wspomnienia z Malty” napiszę o tym co nas zaskoczyło na tej słonecznej wysepce. Zarówno pozytywnie i negatywnie. Niewykluczone jednak, że najpierw pojawi się wpis o naszym czterodniowym wypadzie do Krakowa, na którym właśnie jesteśmy. Zobaczę jeszcze :).

A jak Ty spędzasz ten pierwszy, wiosenny weekend? 🙂 Napisz mi, jestem ciekawa :). 

Malta – spełnienie marzenia o mieszkaniu za granicą

We wrześniu 2015 roku przeprowadziliśmy się z moim chłopakiem, Cezarym, na słoneczną Maltę (a niecały rok później wróciliśmy do Polski, ale o tym napiszę później). Pragnienie przeprowadzenia się za granicę, najchętniej do cieplejszego klimatu towarzyszyło mi od liceum. Możliwość pracy zdalnej (oboje z Cezarym pracujemy jako programiści) oraz totalne znużenie polską jesienią i zimą sprawiło, że zdecydowaliśmy – wyprowadzamy się!

Dlaczego akurat Malta?

Najpierw było pragnienie przeprowadzki, spróbowania życia w innym kraju, dopiero później decyzja jaki to będzie kraj. Maltę wybraliśmy zdroworozsądkowo :). Przemówiły do nas:

  • urzędowy język angielski
  • relatywna bliskość do Polski (2,5h lotu, ta sama strefa czasowa)
  • 300 słonecznych dni w roku

Brzmiało to bardzo kusząco, nie pozostało nic innego jak wybrać się tam na krótkie wakacje by sprawdzić czy nam się tam podoba oraz czy chcemy tam żyć.

Malta wakacje wyjazd
Pierwszy kontakt z Maltą podczas majówkowego pobytu 🙂 Godzina 8 rano, pusta plaża i śniadanie w barku nad zatoką

Pierwszy raz razem polecieliśmy na Maltę na majówkę 2014 :). Zatrzymaliśmy się w malowniczej miejscowości Mellieha i cudownie spędziliśmy tam czas, więc decyzja o przeprowadzce zapadła ostatecznie :).

Malta wczasy krajobraz
Malta wiosną 🙂 wszystko kwitnie

Przeprowadzka

Wyprowadzając się na Maltę, myśleliśmy że wyprowadzamy się na zawsze, albo na bardzo długi czas, więc pozbyliśmy się masy rzeczy. Praktycznie wszystko czego nie chcieliśmy lub nie mogliśmy zabrać (a zabieraliśmy ze sobą po jednym bagażu rejestrowanym Wizzair do 32kg) lądowało na OLX i ogłoszeniach o sprzedaży na facebooku.

To akurat był bardzo fajny krok, bo mieliśmy masę zbędnych rzeczy, których nie używaliśmy. Kiedy wróciliśmy do Polski co prawda okazało się, że niektórych rzeczy mogliśmy się nie pozbywać tylko zostawić na przechowanie w domu mojej mamy, ale były to pojedyncze przypadki, których teraz już nawet nie pamiętam.

Widok całego swojego „życia” zamkniętego w jednej wielkiej walizie 32kg robi wrażenie i budzi mieszanie uczucia. Z jednej strony ciekawość i ekscytacja w oczekiwaniu przed nieznanym, z drugiej strony smutek i nostalgia, że się opuszcza miejsce, do którego człowiek się przyzwyczaił.

Wieczór przed odlotem spędziliśmy na ważeniu toreb i decydowaniu co bierzemy, a co zostawiamy żeby się zmieścić w limicie wagi. Oczywiście okazało się, że mimo pozbycia się większości rzeczy nie mieścimy się w tych 32 kg na osobę i trzeba dokonać ciężkich wyborów. Poszliśmy spać nie będąc do końca pewnymi czy mieścimy się w limicie wagi, bo ważyliśmy te wielkie torby na zwykłej wadze łazienkowej :D.

Nigdy nie zapomnę miny kierowcy taksówki, gdy wytoczyliśmy się z bloku o 4 nad ranem, zaspani, z wielkimi torbami mogącymi pomieścić człowieka. Ledwo udało się je zmieścić w zdezelowanym sedanie, który po nas podjechał (zamawiamy tylko najtańsze taxi, więc klasa tych aut jest jaka jest). Jakoś się udało, jedna w bagażniku druga na tylnych siedzeniach a ja gdzieś tam obok między szybą a walizką. Kierowca patrzy na nas podejrzliwie 🙂

„Gdzie lecicie?”
„Na Maltę”
„A na długo?”
„Na pół roku”
„Na prawdę na pół roku? A ja już myślałem, że kobieta się spakowała na dwutygodniowe wczasy

Ludzie na lotnisku w kolejce do odprawy też patrzyli na nas dziwnie kiedy przemierzaliśmy lotnisko z naszym życiowym dorobkiem zamkniętym w dwóch ponadwymiarowych walizach. Mnie moja walizka wykolejała na zakrętach i ledwo dawałam radę ją ciągnąć.

Później przy samej odprawie okazało się, że moja walizka odrobinę przekracza wagę 32kg i na oczach całej kolejki musiałam otworzyć swoje skarby i przełożyć do bagażu podręcznego kilka książek do nauki chińskiego, których oczywiście nie mogłam zostawić w Polsce (o nauce chińskiego też na pewno coś napiszę) :D.

Malta st. pauls bay bugibba wakacje
Pierwszy dzień po przylocie we wrześniu 🙂 pogoda nie dopisuje, ale zwiedzamy okolicę

Kwestia bagażu podręcznego podczas tego lotu to kolejny przypał-nie-przypał, bo teoretycznie Wizzair pozwala mieć przy sobie tylko jeden bezpłatny bagaż podręczny o ściśle określonych wymiarach. Ja miałam oczywiście wypchany do granic możliwości przepisowy bagaż podręczny, wielką wypchaną na maksa torebkę damską dorównującą niemal rozmiarem temu bagażowi podręcznemu i nerkę z dokumentami, portfelem i telefonem. Ważyło to zresztą strasznie dużo (myślę, że 20kg minimum jak nie 25-30), bo w bagażu podręcznym wylądowały wszystkie ciężkie rzeczy, żeby bagaż rejestrowany zmieścił się w limicie wagi.

Myślę, że od niewygodnych pytań i dopłacania za ten dodatkowy bagaż podręczny uchroniło nas tylko to, że byliśmy spóźnieni przez szukanie miejsca gdzie można nadać gabaryty (tak, kazali nam nadać walizkę Czarka w okienku do wielkich gabarytów). Wywoływali nas już przez interkom, więc w pośpiechu tylko sprawdzili bilety i nie przyglądali się czy wielkości naszych bagaży podręcznych są regulaminowe czy nie. Uff 🙂

Malta morze wakacje

Tak wyglądał nasz najbardziej nietypowy lot w życiu :). Na lotnisku na Malcie już o wiele mniej ludzi dziwiły nasze wielkie torby i przyjechaliśmy szczęśliwie do mieszkania tymczasowego, które zresztą wynajmował nam pracujący na Malcie Polak :).

Na dzisiaj już chyba wystarczy opowieści :). Nie chcę Cię zanudzić postem-tasiemcem. W kolejnych postach z pewnością napiszę o tym jakie są ceny na Malcie, jak wyglądało nasze życie codzienne, co mi się podobało, a co mnie zawiodło no i oczywiście dlaczego wróciliśmy :).

Gdzie Ty byś chciał/chciała się przeprowadzić? Jakie miejsca na ziemi są dla Ciebie najbardziej kuszące? A może już mieszkasz w wymarzonym miejscu? Napisz mi w komentarzu, chętnie się dowiem :).