Pisałam już o tym jak wyglądała nasza wyprowadzka na Maltę i jak wyglądało nasze życie na Malcie. Dzisiaj napiszę o kilku ciekawostkach na temat Malty :).

1. Malta to ultra katolicki kraj

Często mówimy i myślimy o Polsce jako o skansenie katolicyzmu w postępowej Europie. Ale Malta nas na tym polu przebija. Na Malcie, której powierzchnię można przyrównać do powierzchni Wrocławia mieści się 360 kościołów. Dla porównania we Wrocławiu znajdziemy „tylko” około 80 kościołów. Warto przy tym pamiętać, że mimo podobnej powierzchni, duże połacie Malty to wsie i pola, a nie zabudowa miejska jak we Wrocławiu, więc realne zagęszczenie tych kościołów jest jeszcze większe.

Zatem na Malcie kościoły są dosłownie co krok. Co więcej – są pełne wiernych. Ale to jeszcze nie czyni z Maltańczyków ultrakatolickiego narodu, zgodzę się. Co powiesz na to, że ludzie w domach mają powystawiane w oknach mini ołtarzyki, bardzo często też jakieś figurki matki boskiej przed domem. Większość domów i budynków na Malcie ma swoją nazwę własną na tabliczce zamiast numerku (nie wiem jakim cudem listonosze to ogarniają). Nie przesadzę jeśli powiem, że w 90% przypadków są to imiona świętych. Oczywiście mówię tutaj bardziej o mniejszych miejscowościach, a nie o stolycy.

Na Malcie też odbywa się cała masa świąt związanych z katolickimi świętymi. Każdy z 360 kościołów ma swojego patrona i przypisany dzień w roku kiedy odbywa się festyn na jego cześć. Można więc powiedzieć, że impreza trwa cały rok :D.

2. Hobby Maltańczyków – myślistwo

Być może to nie pasuje wam do obrazu Malty jako idyllicznej wysepki na morzu śródziemnym, ale faktycznie Maltańczycy mają kręćka na punkcie strzelectwa i myślistwa. Kiedy tylko rozpoczyna się sezon można spotkać hobbystów strzelających do ptaków, a w parkach i na terenach zielonych leżą ogromne ilości łusek po nabojach wiatrówki.

Dodatkowo za narodową potrawę Maltańczyków uważa się królika, co również dopełnia obrazu jak silne są tradycje łowiecko-myśliwskie na Malcie.

Mimo tego Malta plasuje się raczej nisko w rankingach ilości broni posiadanej na mieszkańca. Według wikipedi zaledwie co 10 mieszkaniec Malty posiada taką broń, co jest wynikiem bardzo mizernym np. w porównaniu do Szwajcarii (co drugi mieszkaniec) czy Finlandii (trochę więcej niż co trzeci mieszkaniec). Najwyraźniej na Malcie dominują jednak wiatrówki, których raczej nie bierze się pod uwagę w takich zestawieniach.

3. Śmieci na ulicach i karaluchy

Na Malcie dominują wąskie uliczki z chodnikami dostosowanymi jedynie do poruszania się gęsiego. Ledwo jest miejsce by się minąć, nie mówiąc o wystawianiu jakichś koszy na śmieci. Odpadów z domu pozbywa się w inny sposób.

Rano wystawia się worek ze śmieciami na ulicę i ok 9 rano ulicą przejeżdża powolutku śmieciarka i Panowie śmieciarze biegają i zbierają wystawione worki i wrzucają je do toczącej się śmieciarki.

W praktyce wygląda to tak, że część ludzi wystawia worki już wieczorem i te śmieci przez całą noc w upale stoją. Panowie śmieciarze śpieszą się by zebrać wszystkie worki i nadążyć za śmieciarą, więc zdarza się, że śmieci rozsypują się po chodniku i nikt, poza karaluchami, już później tego nie sprząta.

Śmieci na Malcie zakaz
„Nie śmiecić” głosi tabliczka…

Być może w Valettcie i okolicznych dużych miastach są pracownicy, którzy sprzątają ulice, bo tam nie widziałam aż tak bardzo porozrzucanych śmieci. W mniejszych miejscowościach jak Bugibba nie ma pracowników porządkowych innych niż śmieciarze i jak śmieci się rozsypią to leżą. W upale.

Z tego powodu niestety na Malcie (w mniejszych miejscowościach na pewno, w większych nie wiem) są karaluchy. Zwłaszcza latem, przez wspomniane wyżej śmieci na ulicach wielkie karaczany chodzą i posilają się tym co wystawili na ulicę ludzie. Jest to bardzo obrzydliwe, być może po części dlatego Maltańczycy bardzo dbają o czystość mieszkań.

Ja się nauczyłam na Malcie, że nie ma takiej możliwości, by nie zmyć od razu naczyń po ich użyciu, zostawić okruszki na stole itd. Nie trzeba było mi wiele, wystarczyło, że raz zawitał do nas wielki karaluch ;). Zdjęć karaluchów Maltańskich nie mamy, ale uwierzcie mi, że są tak wielkie, że bałam się, że mi zabierze klapka gdy próbowałam go utłuc. Bleh.

5. Godziny otwarcia poczt i banków

Często narzekamy na godziny otwarcia poczt i urzędów w Polsce. Uwierz mi, Malta przebija to po całości. Ostatniego dnia pobytu na Malcie miałam wysłać dziewczynie jeden przedmiot, który ode mnie kupiła przez facebooka. Popracowałam trochę, minęło południe, myślę OK, trzeba to w końcu wysłać, czas na przerwę. Wchodzę sobie na stronę poczty a tutaj poczta otwarta do 12:45! Ups. No to biegnę! Uff, zdążyłam. Ledwo. Pan już zamykał, trochę przed czasem. Nie był zbyt zadowolony, że jeszcze ja mu się przypałętałam :). Później się okazało, że przesyłka została zgubiona oczywiście, no ale to inny temat. Udało się ją na szczęście odnaleźć.

Zatem na Malcie normalne jest, że poczta jest otwarta do 12:45. W stolicy – uwaga, szaleństwo – do 15:45. Z tego co patrzyłam w naszej miejscowości banki i urzędy otwarte są podobnie. Jak następnym razem będziesz narzekać, że musisz wziąć wolne w pracy żeby coś załatwić, pamiętaj, może być gorzej :). Przynajmniej na pocztę możesz się wybrać PO pracy.

6. Brak piaszczystych plaż

Widoki na Malcie są naprawdę piękne, zwłaszcza na wyspie Gozo, jednak jest jeden mały minus. Piaszczyste plaże praktycznie nie istnieją. No dobra przesadziłam, są na Malcie 3, może 4, spore, piaszczyste plaże, zbliżone do tego co my mamy nad naszym pięknym Bałtykiem. Coś za coś, u nas są piękne plaże i zimno, u nich gorąc i kamieniste wybrzeża.

No ale skupmy się na tych 3-4 piaszczystych plażach. W zasadzie nie będę ich opisywać tylko odsyłam do strony, gdzie każda z nich jest dokładnie opisana.

Pięęękna plaża w Għajn Tuffieħa

W naszej okolicy jedyną piaszczystą plażą był skrawek piasku przy szkole. W sezonie potrafiło się tam stłoczyć całkiem sporo osób, ale mimo wszystko jest to raczej zaciszne miejsce, znane jedynie mieszkańcom, więc nie było takiej tragedii jak w Golden Bay w sezonie, gdzie jest ciaśniej niż w Sopocie :). Mimo wszystko miło wspominam ten niewielki kawałek piaszczystego brzegu. Poza tym mieliśmy sporą żwirkową plażę 10 minut od mieszkania.

Co śmieszne, poza sezonem, ta plaża została „zwinięta”. W październiku przyjechały koparki, usypały żwirek na kupki i przykryły plandekami. Koniec z plażowaniem. Na „rozłożenie” plaży z powrotem czekaliśmy aż do kwietnia lub maja, nie pamiętam… Prawdopodobnie był to zabieg chroniący żwirek przed wypłukaniem i wywianiem podczas zimowej… „słoty”.

Żwirkowa plaża obok hotelu Dolmen, 10 min spacerkiem od naszego mieszkania

6. Najbardziej w życiu wymarzłam na Malcie

Teraz to pojechałam, co? Ale taka jest prawda. Zima na Malcie była naprawdę nieprzyjemna. Nie dlatego, że było jakoś bardzo zimno na zewnątrz – co to, to nie. Temperatura spadała maks do 8 stopni na plusie w nocy. Problem leży gdzie indziej. Zima na Malcie jest lekka i krótka. Powiedzmy, trzy miesiące i po krzyku. Z tego względu budynki są nieogrzewane, bo po co. Zatem w mieszkaniach jest naprawdę, cholernie zimno. Tak samo zimno jak i na zewnątrz, albo i zimniej. Wyobraźcie sobie wysiedzieć na dworze cały dzień przy 11-12 stopniach. Zimno!

Oczywiście część ludzi się dogrzewa farelkami, piecykami. W naszym mieszkaniu niestety nie było żadnego piecyka, zastanawialiśmy się czy nie kupić, ale oszczędność przeważyła i jakoś przecierpieliśmy. Zresztą znajomy nas zniechęcił do piecyków gazowych – bo zapach wydzielają nieprzyjemny. I do elektrycznych – bo pioruńsko drogo wychodzi (prąd na Malcie jest droższy niż w Polsce).

Więc naprawdę, nigdzie nie wymarzłam tak jak w zimę na Malcie i pracowałam nie raz w kurtce, szaliku i jeszcze owinięta kocem ;).

Nieprzyjemne odczucia potęgowała jeszcze zimna woda w kranie. Ze względu na dość wysokie ceny prądu, na Malcie powszechną zasadą jest, że wodę się podgrzewa tylko wtedy kiedy jest potrzebna. Chcesz się wykąpać? Włączasz sobie grzanie wody i za 30-60 min masz cieplutką. Więc rano niestety wstawało się z ciepłego łóżeczka do lodowatego pokoju i myło zęby w lodowatej wodzie :D.

Znasz więcej ciekawostek o Malcie? A może coś Cię zaskoczyło mocno w innym kraju? Napisz mi koniecznie w komentarzu 🙂